Podczas konferencji "Opieka długoterminowa w Polsce - dzisiaj i jutro" zorganizowanej przez Koalicję "Na pomoc niesamodzielnym", jeden z ważniejszych paneli dotyczył pytania: "Dlaczego potrzebujemy standardów w opiece długoterminowej?". W dyskusji wzięli udział praktycy z ZOL-i, przedstawiciele towarzystw naukowych, sektora prywatnego, fizjoterapeuci, producenci wyrobów medycznych oraz dziennikarze. Wszyscy byli zgodni: standardy są konieczne. Dyskuja dotyczył tego, jak je zdefiniować i kto powinien je współtworzyć.
Wprowadzenie wygłosiła prof. Agnieszka Neumann-Podczaska, dyrektor Instytutu Senioralnego Uniwersytetu VIZJA i prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Farmaceutycznej. Przypomniała m.in. ustalenia przeglądu Banku Światowego w ramach KPO: - Polska mierzy się obecnie z ogromnym wyzwaniem. Tym wyzwaniem jest zapewnienie dostępu do przystępnych cenowo usług opieki długoterminowej dobrej jakości. (…) Brakuje odpowiednich standardów jakości, które należy formułować, aby mieć pewność, że niezależnie od rodzaju usług opieka będzie świadczona bezpiecznie, skutecznie i celowo.
Podkreśliła, że w krajach UE, Kanadzie czy USA standardy opieki długoterminowej opierają się na wspólnych zasadach: podejściu zorientowanym na osobę, ochronie praw użytkownika, systemach jakości i akredytacji, standaryzacji oceny potrzeb i wyników, dostępności, ciągłości opieki i jasno określonych kwalifikacjach kadr. Jako przykłady podała kanadyjskie standardy long term care i amerykański "system gwiazdkowy", pokazujący publicznie poziom jakości placówek.
Kluczem - jak mówiła - jest mierzenie jakości za pomocą konkretnych wskaźników: od odleżyn, upadków i utraty masy ciała, przez farmakoterapię i funkcjonowanie w życiu codziennym, po hospitalizacje oraz jakość życia i doświadczenie pacjenta. Odwołała się do kompleksowej oceny geriatrycznej (CGA) i gotowych skal, które można wdrożyć od ręki. Zwróciła też uwagę na dramatyczne skutki braku standardowych narzędzi - niediagnozowany ból u osób z otępieniem, nadużywanie neuroleptyków, wielolekowość i groźne interakcje:
- Neuroleptyki stosowane off-label, których nikt nie kontroluje według wszystkich kryteriów poprawności farmakoterapii, zwiększają ogólne ryzyko śmiertelności.
Jednocześnie mocno zaakcentowała rolę zarządzania: - Tego nie będzie w opiece długoterminowej, jeśli nie będziemy mieli mądrych menadżerów opieki długoterminowej, bo to mądry dyrektor musi wprowadzić kulturę organizacyjną, która znosi silosowość w placówce i powoduje, że nad pacjentem pochyla się zespół.
Lila Kimber-Dziwisz, konsultant wojewódzka w dziedzinie pielęgniarstwa opieki długoterminowej, przypomniała, jak bardzo zmienił się profil pacjentów od końca lat 90.: - To są młodzi ludzie po ciężkich urazach czaszkowo-mózgowych, którzy żyją, funkcjonują wiele lat. (…) To jest 50 tysięcy pacjentów, którzy wymagają wysokospecjalistycznej opieki medyczno-zdrowotnej.
I postawiła sprawę jasno: - Bez standardów nie ma dalej opieki długoterminowej. (…) To jest absolutny priorytet teraz.
Grażyna Śmiarowska, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Długoterminowej, nazwała brak standardów "kuriozum w skali europejskiej", wskazując chociażby na brak norm zatrudnienia pielęgniarek. Krytycznie odniosła się do obecnego projektu rozporządzenia: zbyt ogólny, nie określa jasno, kto ma świadczyć opiekę, nie rozwiązuje kwestii pacjentów z zaburzeniami funkcji poznawczych, pomija problemy takie jak spastyczność, przykurcze czy żywienie. Zapytała wprost: - Czy my powinniśmy dostosowywać standardy do aktualnych możliwości, czy powinniśmy dążyć do tego, żeby ta opieka długoterminowa była oceniana na podstawie jakości?.
Z perspektywy sektora prywatnego dr Andrzej Lejczak, prezes Krajowej Izby Domów Opieki, zwrócił uwagę, że popyt na miejsca w ZOL-ach, DPS-ach i domach prywatnych rośnie wszędzie, a kolejki są najdłuższe tam, gdzie jest najtaniej, czyli w ZOL-ach. Podkreślił, że standardy można czerpać z innych krajów, dostosowując je do polskich warunków, oraz że dziś każdy praktycznie może zostać dyrektorem placówki, co wymaga uregulowania. Wskazał na potrzebę standardów nie tylko medycznych i bytowych, ale też kompetencyjnych dla menedżerów oraz rozwijania partnerstwa publiczno-prywatnego.
Bardzo mocno wybrzmiał głos Barbary Misińskiej, prezes Stołecznego Centrum Opiekuńczo-Leczniczego w Warszawie, największego ZOL-u w Polsce: - To rozporządzenie, które jest na dzień dzisiejszy, jest dla mnie fatalne. Ono jest fatalne, dlatego że ono nic nie daje kompletnie. Tam nie ma żadnych wskaźników, które by określały to, co my chcemy robić.
Zwróciła uwagę, że literalne brzmienie projektu de facto wyklucza pacjentów z otępieniem: - Jak wejdzie 1 stycznia, ja pewnie zwołam prasę i 200 pacjentom podziękuję, czyli pacjentom z otępieniem, bo to rozporządzenie mi zabrania.
Opisała codzienność dużej placówki - pacjentów z PEG-ami, licznymi rurkami, zakażeniami, odleżynami "po szpitalu" - i fakt, że wiele wskaźników jakości SCOL stosuje już dziś, ale wyłącznie z własnej inicjatywy. Zaapelowała o akredytację dla opieki długoterminowej i realne, a nie pozorne słuchanie praktyków: - Nas po prostu się wysłuchuje i się postanawia tak, jak się zdecydowało.
Agnieszka Stępień, prezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów, zwróciła uwagę, że w projekcie standardów w praktyce nie ma miejsca dla fizjoterapeutów, mimo że w standardach międzynarodowych są oni stałą częścią zespołu. Przypomniała, że fizjoterapeuci to zawód medyczny po pięcioletnich studiach, a w wielu placówkach dwóch specjalistów ma do zaopiekowania 35 osób, co daje ok. 15 minut dziennie na pacjenta: - Co my możemy zrobić przez 15 minut? W jaki sposób możemy nauczyć dojścia do łazienki? Albo na przykład, w jaki sposób możemy wpłynąć na to, żeby liczba upadków w ciągu dnia się zmniejszyła?.
Patryk Sucharda z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED mówił o wyrobach medycznych jako integralnej części opieki - zarówno z perspektywy medycznej, jak i godności pacjentów oraz odciążenia opiekunów. Zwrócił uwagę na brak koordynacji między resortami, wieloletni brak podwyżek limitów oraz chaos terminologiczny, a jednocześnie na bardzo szybkie tempo innowacji, którego system standardów i refundacji dziś nie nadąża.
Głos Katarzyny Kaczorowskiej z "Polityki" dopełnił obraz od strony rodzin. Dziennikarka mówiła o ludziach "bezradnych, wystraszonych i zagubionych", którzy boją się stygmatyzacji związanej z "oddaniem mamy, taty" do placówki. Podkreśliła, że większość opieki sprawowana jest w domach, często bez wiedzy i wsparcia, oraz że brakuje kontroli nad ordynowaniem leków psychotropowych. Jej wniosek był jasny: standardy są potrzebne nie tylko w instytucjach, ale także jako wspólny język dla całego społeczeństwa.
Podsumowując debatę, prof. Agnieszka Neumann-Podczaska stwierdziła, że standardy muszą być jasne, mierzalne, oparte na pracy zespołowej i realnie osadzone w praktyce, a nie tylko w aktach prawnych. Zwróciła uwagę, że środowisko ma już gotowe narzędzia i rozwiązania, a rolą praktyków jest dziś nie czekać biernie na kolejne rozporządzenia, lecz aktywnie proponować konkretne, wdrażalne standardy i wymuszać ich uwzględnienie: - Nie czekajmy na akty prawne, to my poprzez praktykę determinujmy i skłaniajmy polityków do przyjścia po te rozwiązania.
Debata pokazała jednoznacznie: system opieki długoterminowej w Polsce stoi na zakręcie, a prawdziwe standardy nie są dodatkiem - są fundamentem, bez którego nie da się zbudować dobrej, bezpiecznej i nowoczesnej opieki.
Pełny zapis debaty znajduje się TUTAJ.