gru 1, 2025

ZOL i ZPO oczami praktyków i ekspertów

Panel: "ZOL i ZPO - czy warto wrócić do początku?" bardzo wyraźnie pokazał, że obecny model stacjonarnej opieki długoterminowej doszedł do ściany. Punktem wyjścia była perspektywa historyczna, którą przedstawił dr Łukasz Jurek, specjalista ds. finansowania i organizacji opieki długoterminowej z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Przypomniał, że na początku lat 90. nie istniały ZOL-e ani ZPO - opiekę nad osobami niesamodzielnymi dzieliły między sobą szpitale i domy pomocy społecznej. "ZOL i ZPO miały być brakującym ogniwem - miejscem dla osób zbyt chorych na DPS i zbyt zdrowych na szpital" - podkreślił, dodając, że dziś mamy ponad 600 takich placówek i ponad 40 tys. miejsc, ale o ich problemach "rozmawiamy już od ponad 20 lat".

Jednym z najważniejszych wątków dyskusji była utrata różnicy między ZOL a ZPO. Barbara Misińska, prezes Stołecznego Centrum Opiekuńczo-Leczniczego, zwróciła uwagę, że w zarządzeniach NFZ funkcjonuje zapis "ZOL/ZPO" z identycznymi kryteriami. - Tak nie miało być. ZOL miał być bardziej medyczny, ZPO - bardziej pielęgnacyjny i nastawiony na przygotowanie rodziny do opieki w domu - mówiła. Jej zdaniem system opieki długoterminowej jest dziś "niedokończony": rozdrobniony, bez spójnego celu i bez standardów, na podstawie których można mierzyć jakość i efekty. Wskazała też, że lata niedofinansowania powstrzymały rozwój nowych placówek mimo rosnących potrzeb starzejącego się społeczeństwa.

Z perspektywy dużego świadczeniodawcy głos zabrał Jakub Senderowski, prezes BetaMed. Podkreślił, że zanim zaczniemy "redefiniować" ZOL i ZPO, trzeba wrócić do podstaw - przede wszystkim do regularnych konkursów NFZ, które w wielu regionach nie były ogłaszane od lat. - Trudno mówić o zdrowym systemie, jeśli kontrakty trwają po 10-14 lat, a nowi i innowacyjni świadczeniodawcy nie mają jak wejść na rynek - zauważył. Zwrócił też uwagę na konieczność lepszego wykorzystania tańszej opieki domowej oraz optymalizacji już istniejących zasobów zamiast mechanicznego dokładania kolejnych łóżek bez zmiany zasad gry.

Marcin Miernicki z Narodowego Funduszu Zdrowia przedstawił spojrzenie płatnika. Wskazał, że realnie pracuje ok. 30 tys. łóżek ZOL/ZPO przy około 20 tys. osób w kolejce, co pokazuje skalę wyzwania. Przypomniał, że kryteria konkursowe ustala Ministerstwo Zdrowia, a NFZ jest "wykonawcą", ale przyznał, że różne zasady odpłatności w ZOL i DPS powodują przerzucanie pacjentów między systemami. Zapowiedział potrzebę analizy wyceny świadczeń oraz takich zmian, które pozwolą z jednej strony wprowadzić do systemu ok. 3 tys. nowych łóżek z KPO, a z drugiej - nie doprowadzą do wypadnięcia z rynku doświadczonych, dobrze funkcjonujących placówek.

Bardzo mocno wybrzmiał też problem kwalifikacji pacjentów i narzędzi oceny niesamodzielności. Dr Andrzej Lejczak, prezes Krajowej Izby Domów Opieki, zwrócił uwagę, że skala Barthel od lat jest powszechnie krytykowana jako zbyt łatwa do "naginalnia", a mimo to niczego lepszego nie wprowadzono. - Trzeci rok mówimy, że skala jest labilna, i dalej na niej opieramy kluczowe decyzje - podkreślił. Podał też przykłady z praktyki, gdzie rodziny blokują przekazanie pacjenta z ZOL do DPS, bo standard opieki i zasady odpłatności w ZOL są dla nich korzystniejsze - co pokazuje, że logika finansowa często wygrywa z medyczną.

O kadrach i organizacji opieki mówiła Lilia Kimber-Dziwisz, konsultant w dziedzinie pielęgniarstwa opieki długoterminowej. Zaznaczyła, że system jest skrajnie rozproszony - od publicznych ZOL przy szpitalach, przez placówki samorządowe i prowadzone przez organizacje pozarządowe, po całkowicie prywatne domy. Z punktu widzenia rodziny przekłada się to na chaos i "przypadkowość" miejsca, do którego trafia pacjent po szpitalu: tam, gdzie akurat jest wolne łóżko. Kimber-Dziwisz podkreśliła, że kluczowa jest praca zespołowa (lekarz, pielęgniarka, fizjoterapeuta, terapeuta zajęciowy, psycholog, opiekun medyczny) oraz jasne, minimalne normy zatrudnienia. Zwróciła też uwagę na konieczność sensownego wykorzystania potencjału opiekunów medycznych i stworzenia dla nich ścieżek rozwoju w kierunku pielęgniarstwa.

Na zakończenie dr Łukasz Jurek podsumował debatę, zwracając uwagę, że pomysł na ZOL i ZPO ma już ponad 30 lat i powstawał w innym kontekście demograficznym i społecznym. Dziś widzimy jednocześnie 20 tys. osób czekających na miejsce w ZOL/ZPO i wolne miejsca w części placówek pomocy społecznej - to najlepszy dowód na brak koordynacji. - Problem nie polega na tym, że mamy za dużo typów placówek. Problem polega na tym, że nie umiemy ich spiąć w spójne kontinuum opieki. Zbyt często o tym, jakie świadczenia dostaje starszy człowiek, decyduje przypadek i konstrukcja finansowania, a nie rzeczywiste potrzeby - podkreślał. Jak zgodzili się paneliści, potrzebna jest nie kolejna kosmetyczna "łatka", ale odważne uporządkowanie ról ZOL, ZPO, DPS i opieki domowej - przy jednoczesnym zachowaniu tego, co w systemie najcenniejsze: zaangażowania i pasji ludzi pracujących na co dzień z osobami niesamodzielnymi.

Pełny zapis debaty znajduje się TUTAJ.


Solidarni z Ukraina
raport deinstytucjonalizacja
raport opieka długoterminowa
Dołącz do Koalicji
Jeśli jesteś za budową w Polsce nowoczesnego systemu wsparcia osób niesamodzielnych, przyłącz się.
Dołącz do nas